28 mar 2013

O wyższości baranka nad zajączkiem


Staropolska gościnność nakazuje, by w największe chrześcijańskie święto postąpić według przysłowia: Zastaw się, a postaw się. Czy właśnie dlatego, choć kryzys ekonomiczny szaleje, w wielkanocnym koszyku z roku na rok robi się coraz ciaśniej?

Symbolika polskiej Wielkanocy jest bardzo bogata, jednak w dzisiejszych czasach staje się coraz mniej czytelna. Rodzice rzadko tłumaczą dzieciom, dlaczego do koszyka ze święconką wkłada się na przykład sól, chrzan czy wędlinę, bo sami nie pamiętają o tradycyjnych rodzajach pokarmów, które powinny się tam znaleźć.  W wielu regionach Polski laicyzacja świąt powoduje, że bez głębszej refleksji zastępuje się pisanki jajkiem-niespodzianką, a obok pomarańczy, muffinek i czekoladowego zająca wciska się do koszyka owieczkę-pluszaka.
Badania dotyczące frekwencji w kościołach dowodzą, że diecezja tarnowska nadal uchodzi za jedną z bardziej konserwatywnych i religijnych. Być może dlatego tarnowianie bez trudu potrafią wyjaśnić, czemu w koszyku ze święconką znajdują się jajka (symbol odrodzenia), kurczątka (symbol nowego życia) oraz najważniejszy - Baranek (symbol zmartwychwstałego Chrystusa). Milkną jednak zaskoczeni przy pytaniu o wielkanocnego zajączka.  Nie wiem... Symbol wiosny?... To taki smakołyk w koszyku, dla dzieci - oto komentarz kilku zapytanych osób.
Temi

Słodki zając w roli Mikołaja
Według Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM w Poznaniu zając wielkanocny, podobnie jak jajko, uchodzi za symbol płodności. Do Polski przeniknął jako element tradycji niemieckiej - tam właśnie w pierwszy dzień świąt przynosił dzieciom kolorowane jajka („gubił” je wśród trawy), a później różne słodkości i inne prezenty.
Dziś supermarkety wykorzystują modę „na zajączka”, zapychając nim działy ze słodyczami już od pierwszych tygodni marca. W zależności od rodzaju użytej czekolady, nadzienia i wielkości produktu w sklepach można je kupić w przedziale cenowym od 1,99 zł do 19.99 zł. Kilka tygodni później te same słodycze będą zalegały  na półkach z przecenami, ponieważ ilość tego sezonowego towaru znacznie przekracza potrzeby kupujących, a jakość czekolady często zostawia wiele do życzenia. Dlatego każdy kto skusi się na taki zakup przed świętami, by sprawić przyjemność swoim pociechom, powinien skontrolować datę produkcji, by upewnić się, że nie kupuje wyrobu z zeszłego roku.
Europa polubiła czekoladowego zająca znacznie szybciej niż konserwatywna Polska, o czym może świadczyć fakt, iż dwa lata temu rozegrała się o niego prawdziwa bitwa między szwajcarskim producentem czekolady, a austriacką firmą cukierniczą.  Szwajcarzy uzyskali przed sądem wyłączne prawo do produkcji „złotych zajączków” po siedmiu latach batalii. Najwidoczniej było  warto, bo za kilogramowego zająca-giganta z tej firmy trzeba dziś zapłacić nawet 200 złotych.
Należy jednak pamiętać, że zając to jedynie świecki symbol tych świąt. Centralne miejsce w polskim koszyku ze święconką zawsze zajmował baranek.

Baranek czy owieczka?
Pierwowzorem wielkanocnego baranka były medaliki, tzw. Agnuski (od łac. Agnus Dei – Baranek Boży), wykonywane początkowo z wosku zmieszanego z poświęconymi olejami kościelnymi i resztkami ubiegłorocznego paschału. Zwyczaj stawiania figurki na stole wielkanocnym wprowadził papież Urban V, w Polsce baranek na stołach pojawił się około XVII wieku.
Tradycyjnie był wyrabiany z masła, ciasta, marcepanu, masy cukrowej lub czekoladowej za pomocą specjalnych form. Na stołach arystokracji i mieszczan stawiane były także baranki z porcelany i fajansu lub nawet ze srebra i złota, ozdabiane szlachetnymi kamieniami.
Obowiązkowym elementem tej figurki jest czerwona chorągiewka ze złotym krzyżem, przypominająca o religijnej symbolice baranka - o zmartwychwstaniu Chrystusa. Jak zatem reagować na widok pluszowej lub plastikowej owieczki, którą czasem można dostrzec w koszykach stłoczonych w Wielką Sobotę na kościelnych stołach? O ile jest to koszyczek malucha, który najwidoczniej uparł się poświęcić swoją ulubioną zabawkę, można powstrzymać zdziwienie i uśmiechnąć się. Gorzej, gdy taką wątpliwą „ozdobę” widać w wielkim koszu wypchanym po zręby mięsiwem i innymi smakołykami.


Tradycyjnie czy nowocześnie
Pokolenie PRLu doskonale pamięta niekształtne cukrowe baranki, na które dzieci czekały z niecierpliwością przez całe święta, by wreszcie móc je schrupać, nie bacząc na uszkodzenia zębów. Trudno się dziwić - w czasach, gdy cukier był na kartki a o czekoladzie można było tylko pomarzyć, poświęcony cukrowy baranek wydawał się często większym smakołykiem niż mazurki pieczone na kiepskiej jakości margarynie. Dziś można kupić takiego baranka w cukierniach i parafialnych sklepikach lub spróbować wyprodukować go samemu, w oparciu o liczne przepisy pojawiające się na internetowych blogach kulinarnych. Supermarkety wyraźnie unikają tego religijnego symbolu, oferując głównie tłum słodkich kurczaków, zajączków i jajek.
Tradycyjne ozdabianie świątecznego stołu nie kończyło się jednak na baranku. W zależności od regionu Polski gospodynie używały zazwyczaj białych haftowanych obrusów, zielonych gałązek bukszpanu, układały wiosenne bukiety z kwitnącą wierzbą, leszczyną lub forsycją. Na środku ustawiały plecione półmiski wyłożone świeżą rzeżuchą, na której układano Wielkanocnego Baranka oraz pisanki.
Współcześnie klienci w sklepach atakowani są mnogością niskiej jakości towarów o kiczowatej estetyce, masowo produkowanych najczęściej w Chinach. Choćby z tego względu warto przy okazji świąt wstrzymać się od kupowania towarów pochodzących z krajów, które nie przestrzegają praw człowieka. W zamian można wesprzeć miejscowych rękodzielników. Szczególnie przy takich okazjach warto zwrócić uwagę na organizacje, których podopieczni tworzą prawdziwe, niepowtarzalne cudeńka.
W Tarnowie i okolicy funkcjonuje na przykład kilka warsztatów terapii zajęciowej, których uczestnicy w ramach ćwiczeń wytwarzają ciekawe i niepowtarzalne ozdoby świąteczne.
Wykonujemy różnorodne kartki wielkanocne, tworzymy gliniane figurki baranków i  zajączków. Powstają u nas też styropianowe jajka zdobione techniką decoupage - mówi pani Sylwia Hołda, instruktor pracowni rękodzieła artystycznego Warsztatów Terapii Zajęciowej w Woli Rzędzińskiej - Nasi podopieczni wkładają w swoje prace mnóstwo serca, a przy okazji ćwiczą różne umiejętności i wyciszają się. Ich oryginalne wyroby, nie tylko z motywami świątecznymi,  można kupić na terenie naszego warsztatu. 
Do kupowania swoich prac zachęcają także na stronie internetowej uczestnicy Warsztatów Terapii Zajęciowej im. Jana Pawła II  w Tarnowie. Wsparcie finansowe, jakie dzięki temu uzyskują, pomaga im w prowadzeniu działalności.
Niezależnie od tego czy zechcemy ozdobić wielkanocny koszyk i stół tradycyjnie zrobionymi w domu dekoracjami, czy też zdecydujemy się wesprzeć jakąś organizację, kupując ręcznie wykonane produkty, warto podtrzymywać polskie tradycje świąteczne. W epoce ciągłej emigracji, przeprowadzek i rozstań, święta są doskonałą okazją, by przypominać młodszemu pokoleniu o naszych tradycjach i dopilnować, aby tandeta i sztuczność nie wyparły tego, co tkwi korzeniami głęboko w naszej przeszłości.

Część artykułu umieszczono w tygodniku Temi

Brak komentarzy: