27 mar 2013

Z kluczem na szyi


Jakie było dzieciństwo w czasach Peerelu? Dla Mikołaja - bohatera młodzieżowej powieści Magdaleny Zarębskiej wydawało się na początku przerażające.

   „Kaktus na parapecie” to książka dla dzieci i młodzieży, która ukazała się nakładem wydawnictwa Skrzat. Główny bohater tej opowieści to typowe, nieco rozpieszczone dziecko współczesności. Mimo że troskliwi rodzice zapewniają mu wszelkie wygody, a do jego obowiązków należy wyłącznie nauka, chłopiec i tak jest wiecznie niezadowolony ze swojego życia. Wydaje mu się, że nowoczesne gadżety, modne ubrania i uznanie kolegów po prostu mu się należą, a otaczający go dorośli żyją wyłącznie po to, by spełniać jego zachcianki. Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy chłopiec przypadkowo włącza na komputerze grę stworzoną przez jego ojca i przenosi się do 1979 roku.
   Świat bez komputerów, telefonów komórkowych i kolorowej telewizji - właśnie to zobaczył wokół siebie oszołomiony Mikołaj, gdy niespodziewanie przeniósł się w czasie. Na początku przeżył szok. Nowa rzeczywistość była dla niego zupełnie niepojęta: telewizor bez pilota miał tylko dwa programy, brakowało nowoczesnych urządzeń komunikacyjnych, przed sklepami stały kilometrowe kolejki a dzieci na podwórku całymi dniami grały w kapsle. Kiedy na dodatek okazało się, że w domu ma do wykonania mnóstwo obowiązków, starsi wymagają od niego postawy pełnej szacunku, do szkoły trzeba nosić granatowy fartuszek, a z klasą zamiast na atrakcyjną wycieczkę musi jechać na wykopki ziemniaków, postanowił zrobić co w jego mocy, by wrócić do własnych czasów.
   "Kaktus na parapecie" to ciekawie opowiedziana historia o rzeczywistości Peerelu oglądanej oczami rozpieszczonego dziecka. Książka jest skierowana do szerokiej grupy wiekowej. Spodoba się zarówno dorosłym, którzy, czytając ją swoim pociechom, z sentymentem przypomną sobie własne dzieciństwo, jak i młodym odbiorcom, którzy potrafią już samodzielne czytać ze zrozumieniem dłuższe teksty. Dobrze skonstruowana fabuła, przystępny język oraz duża czcionka na pewno zachęcą młodego czytelnika  do lektury tekstu.
tygodnik Temi
   Autorka opisuje rzeczywistość lat osiemdziesiątych w sposób dość ogólnikowy, dawkując różne ciekawostki dotyczące życia w tamtych czasach. Dorosły czytelnik chętnie zagłębiłby się znacznie bardziej w absurdy ówczesnej rzeczywistości, jednak nie można zapominać, że nawet to co opisała Magdalena Zarębska będzie aż nadto dziwaczne dla dzisiejszych dzieci. Dlatego może się zdarzyć, że podczas wspólnej lektury rodzic zostanie zasypany mnóstwem pytań typu: Jak szukałeś informacji, skoro nie było Google? Dlaczego kolega Mikołaja stukał w kaloryfer zamiast po prostu do niego zadzwonić? Czemu urządzono przyjęcie z okazji kupna kolorowego telewizora?
   Jak większość książek dla dzieci ta również zawiera swoisty morał. Przygoda, którą przeżył główny bohater sporo go nauczyła, nie tylko o codziennym życiu, ale także o wartości przyjaźni i więzi międzyludzkich. Jest to zatem pozycja godna polecenia dla młodego czytelnika.
   Jedynym minusem tej powieści jest fakt, iż pomysł z przeniesieniem się w czasie, a raczej z „zamianą miejsc” (do czasów współczesnych na miejsce Mikołaja został przeniesiony chłopiec z Peerelu) nie jest oryginalny. Został aż nadto widocznie skopiowany z młodzieżowej klasyki - powieści Ewy Nowackiej pt. „Małgosia contra Małgosia”.
   Utwór ten zaliczony do kanonu książek dla dzieci i młodzieży ukazał się po raz pierwszy w 1975 roku nakładem Naszej Księgarni. Jej bohaterką jest rozpieszczona siedemnastoletnia dziewczyna, która zostaje przeniesiona w czasy szlacheckiej Polski, gdzie musi się zmierzyć z wieloma trudnościami i zupełnie inną obyczajowością. Na jej miejsce do czasów współczesnych trafia natomiast zagubiona i posłuszna szlachcianka.
   Główny pomysł kompozycyjny „Kaktusa na parapecie” niemal razi podobieństwem do utworu pani Ewy Nowackiej, który jednak przeznaczony jest dla młodzieży a nie dla dzieci i może dzisiaj być dla niektórych dość trudny w odbiorze ze względu na językową stylizację. Zatem uwspółcześnienie tego pomysłu, przeniesienie akcji w czasy Peerelu i uczynienie bohaterem chłopca to bardzo udany zabieg, a sama książka sprawi zapewne mnóstwo przyjemności czytelnikom. 


WYDAWNICTWO SKRZAT

2 komentarze:

Antyśka pisze...

Bardzo ciekawa pozycja i na pewno wartościowa. :)

Aine pisze...

"Małgosia kontra Małgosia" to jedna z moich ulubionych książek dzieciństwa, a Małgosia na zawsze już będzie miała dla mnie twarz Ewy Wencel. Chętnie przeczytam chłopięcą wersję razem z synem, a może dałoby się go przenieść wychowawczo na trochę w lata 70? :)