25 mar 2013

Zwycięska pani Dulska

  
  Ot i stało się - od premiery Boskiej z Krystyną Jandą nie bawiłam się "w teatrze" tak dobrze jak dzisiejszego wieczoru. Dla tych którzy przegapili inscenizację "Moralności pani Dulskiej" Gabrieli Zapolskiej w Teatrze Telewizji, mam tylko dwa słowa: żałujcie kochani :) Emocje jeszcze gorące, zatem skreślę (wystukam?) tylko krótki komentarz.
   Gabriela Zapolska miała szczególny dar do konstruowania wyrazistych postaci, a słynna pani Dulska to już więcej niż klasyka. Jednak dramaty tej autorki wymagają moim zdaniem nie tylko dobrej reżyserii, ale także dobrego aktorstwa. Dopiero wtedy można wydobyć z konstrukcji poszczególnych bohaterów prawdziwe brylanty.
    To naturalne, że każda kolejna inscenizacja słynnej sztuki niesie ze sobą ryzyko klapy, lecz może także sprawić miłą niespodziankę. Artystyczna wizja Marcina Wrony zaskoczyła mnie, ponieważ spodobało mi się niemal wszystko i wszyscy, a zazwyczaj mam własne preferencje - lubię na przykład Alinę Janowską jako Dulską, Grzegorza Damięckiego jako Zbyszka czy Kazimierza Witkiewicza jako pana Dulskiego, mimo że te kreacje pochodzą z różnych adaptacji.
www.polskieradio.pl
  Tym razem reklamowany jako "uwspółcześniona wersja sztuki" spektakl w reżyserii Marcina Wrony okazał się w moich oczach spójną całością. Nie jest odkrywczym stwierdzenie, że sztuki G. Zapolskiej są uniwersalne i dziś ich wymowa jest tak samo aktualna jak dawniej. Sposób gry aktorów i odpowiednio zbudowany świat przedstawiony potrzebuje jedynie nieco współczesnego oddechu, aby było to dobrze widać. I tym razem właśnie to zaserwowano widzom podczas wieczornej uczty :)
    Co ciekawego dostrzegłam w tym przedstawieniu? Zdecydowanie lubię, gdy klasykę grywa się w klasycznej scenerii. Umieszczanie na przykład akcji Wesela w łazience i posiekanie tekstu Wyspiańskiego jak rzeźnickim tasakiem uważam za sztuczne silenie się na oryginalność, a nie za ciekawą adaptację - takie ani prêt-à-porter ani haute couture, jeśli mogę użyć porównania ze świata mody, czyli coś co wisi w szafie, zajmuje wieszak i nie wiadomo, co z tym zrobić, bo na ściereczkę do kurzu nie bardzo się nadaje, a znawcy się zachwycają, więc trochę wstyd wyrzucić do kosza.  
Jednakże tym razem reżyser spektaklu zaproponował coś, co nazwałabym... poczuciem humoru. W klasycznej scenografii mieszczańskiego domu powoli, jakby przypadkiem zabłąkane w czasie i przestrzeni, zaczynają się pojawiać coraz to nowocześniejsze rekwizyty oraz kostiumy.
    Kiedy zobaczyłam Hankę w kusej sukience przed kolanka aż jęknęłam, bo usłyszałam w duszy zgrzyt jakby ktoś przeciągnął paznokciami po tablicy. Gdy jednak chwilę później zakuta w gorset i długą suknię pani Dulska oznajmiła (jak w sztuce), że musi ścierać kurze i najbardziej naturalnym na świecie gestem prysnęła na lustro współczesnym płynem do szyb, już wiedziałam, co będzie się działo dalej. Mój uśmiech poszerzał się jak u Kota z Cheshire. Znając na wylot sztukę Zapolskiej i dialogi aktorów, mogłam oddawać się hipnotyzującej zabawie pod tytułem "Znajdź dziesięć szczegółów, które nie pasują do epoki".
Kolejno na scenie pojawiały się nowocześniejsze części garderoby, sprzęty AGD, wystrój mieszkania. Wielki ukłon należy się scenografowi i reżyserowi jako podziękowanie za to, że z dzisiejszych czasów "przekradł się" do sztuki tylko telefon komórkowy; pozostałe rekwizyty ładnie pokazywały przejście przez XIX i XX wiek (telewizor nie wiedzieć dlaczego wydał mi się zbędny a nawet irytujący, za to telefon funkcjonalnie zaistniał na scenie, robiąc piękne zdjęcie z krzesną matką).
http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/158986,druk.html
   To oczywiste, że dla twórców spektaklu przepływanie z epoki w epokę miało wymowę symboliczną, ale nawet jeśli rozbawienie widza był tylko efektem ubocznym, to mnie i tak niezmiernie ten pomysł przypadł do gustu. Mimo pesymistycznej pointy sztuki Zapolskiej nie możemy przecież zapominać, że gatunkowo należy ona do komedii, a sama autorka mówiła o niej "tragifarsa". Dotychczas efekt komediowy otrzymywaliśmy głównie dzięki grze aktorskiej, często przesadnej. Jednak w tym przedstawieniu nie było potrzeby przerysowania żadnej postaci - uśmiech i zaskoczenie wywoływało zupełnie coś innego.
   Być może dzięki temu uwspółcześniony styl gry aktorów, spokojny, skupiony, bez krzyków i miotania się po scenie tak idealnie pasował do całości. W niektórych scenach potęgowałao to efekt psychologicznej głębi postaci i pozwalało się aktorom skupić na prawdziwych emocjach, jakie przeżywaliby bohaterowie takiej historii widziani naszymi oczami - oczami współczesnych ludzi.
  Poza tytułową bohaterką niezmiernie podobała mi się kreacja pani Dominiki Kluźniak. Postać Juliasiewiczowej uwolniona od flirciarsko-erotycznych gestów skierowanych w stronę Zbyszka (ta interpretacja przykleiła się do bohaterki w kilku innych wersjach) była prostsza, a jednocześnie bardziej wiarygodna i przekonująca.
  W tym "całkiem niezłym kawałku sztuki" widzę tylko dwa małe minusy: rola Hesi i Meli wbrew pozorom stała się po raz kolejny zapchajdziurą pełną odkrytych nóg i niewyraźnych, z konieczności pociętych kwestii (moim zdaniem wciąż nikt nie dorównał Magdalenie Komornickiej i Iwonie Marciniec); poza tym zakończenie, choć logiczne i spointowane, zupełnie mi się nie podobało (dramatyzm przeżyć Hanki, wewnętrzny konflikt Zbyszka i odkrycia Meli były zbyt słabo pokazane i dlatego końcowe krzyki o zabijaniu duszy nijak się miały do całości, nawet w tym odrealnionym finale).
  A jak Wam się podobało?
    
MORALNOŚĆ PANI DUSLKIEJ,  Teatr Telewizji

Reżyseria: Marcin Wrona
Scenariusz TV: Marcin Wrona
Zdjęcia: Jan Holoubek
Scenografia: Anna Wunderlich
Kostiumy: Aleksandra Staszko, Małgorzata Karpiuk
Opracowanie muzyczne: Joanna Fidos
Montaż: Beata Barciś
Produkcja: Agencja Filmowa, Teatr TV
Obsada: Magdalena Cielecka (Pani Dulska), Robert Więckiewicz (Pan Dulski), Jakub Gierszał (Zbyszko Dulski), Jaśmina Polak (Hesia Dulska), Zofia Wichłacz (Mela Dulska), Dominika Kluźniak (Juliasiewiczowa), Agata Buzek (Lokatorka), Klara Bielawka (Hanka), Maria Maj (Tadrachowa)

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Mnie się niestety nie podobało. To "uwspółcześnienie" absolutnie nie przemawia do mnie. Cały urok sztuki został zniszczony tymi rekwizytami, coraz nowocześniejszymi strojami... Nie tego oczekiwałam... Przekombinowane po prostu.Gra aktorska natomiast bez zastrzeżeń!

Aine pisze...

A ja niestety przegapiłam i żałuję. :(

kobietazasciankowa pisze...

Jeśli widziałaś inne wersje, zwłaszcza te słynne z Anną Polony, Aliną Janowską czy Anną Seniuk jako paniami Dulskimi :), to rzeczywiście szkoda, że przegapiłaś. Porównanie tych wersji nieco bliższych oryginałowi z tą wczorajszą było smakowitym kąskiem.:)

Antyśka pisze...

Żałuję, że przegapiłam. Wiele dobrego słyszę. Ale co by nie było, jak tylko będzie możliwość to nadrobię ;)

Anonimowy pisze...

A mnie się bardzo podobało, wreszcie obejrzałam uwspółcześnioną klasykę na poziomie. Za to nie podoba mi się , że sporo komentujących na różnych forach uważa, że dla nich tylko wersja z Seniuk albo Polony to jest coś... jest nie przeczę, że to było świetne, ale to nie znaczy, ze kolejne wersja nie będzie też dobra i w dodatku na czasie, świat się zmienia i trzeba też spojrzeć na kolejne inscenizacje świeżym okiem, a tu było świeżo.