4 sty 2014

Kolej na Joannę...

Dzisiaj w nocy napisałam słowo: KONIEC i postawiłam ostatnią kropkę pod drugą częścią rodzinnej trylogii małopolskiej. Muszę przyznać, że już po raz kolejny czuję się z tym nieco dziwnie:) Nagle nie muszę już całymi dniami wymyślać tej historii - leży przede mną, zapisana w pamięci komputera.

Jeśli brać pod uwagę kalendarz, historia Joanny i jej babci powstawała niemal równy rok (bez kilku dni) - od pierwszego pomysłu, do ostatniego zdania. Naturalnie teraz czeka mnie żmudny proces poprawiania, redakcji, korekty itd., ale właściwie już zaczynam się zastanawiać, jak przyjmiecie tę historię. 
A mówiąc szczerze, była to najtrudniejsza jak do tej pory (ze względów emocjonalnych) praca nad powieścią. Być może dlatego, że musiałam przedrzeć się przez historię życia bohaterki, której jak tysiącom innych osieroconych i wygnanych ze swoich domów ludzi, wojna odebrała spokojne dzieciństwo i młodość.

Siedząc w zaciszu ciepłego domu z filiżanką pachnącej malinami herbaty, mogę tylko westchnąć z podziwem, że pokolenie naszych babć i dziadków potrafiło na nowo podnieść świat z gruzów i nauczyć swoje wnuki miłości do ludzi.
Nawet jeśli te wnuki są tak uparte jak Joanna:)

4 komentarze:

Magdalena Paź pisze...

A pierwsza część to?

kobietazasciankowa pisze...

"Młyn nad Czarnym Potokiem" :) - tylko w drugiej części bohaterką jest Joanna Podlaska.

Magdalena Paź pisze...

Ta przyjaciółka Marty? Super

kobietazasciankowa pisze...

Tak:)
Każda z części ma inną główną bohaterkę i inny sposób narracji - tak aby bardzo subtelnie wciągnąć Czytelnika w przeszłość.
Mam nadzieję, że też się spodoba:)