23 lut 2014

Wsiąść do pociągu...


  Dziś leniwa niedziela. Wiosenna pogoda nas rozpieszcza - idealny czas na rozmowy z przyjaciółmi i spotkania w rodzinnym gronie przy pachnącym placku i świeżo zmielonej kawie.

  Jakiś czas temu wspominałam o idei slow life i slow food ("powolnej kuchni"), której motywy znalazły się w mojej ostatniej powieści.
Ta popularna od kilku lat "filozofia życia" czy raczej "filozofia powrotu do korzeni" doskonale pasuje do mojego pojmowania tradycyjnego, polskiego sposobu życia rodzinnego, a jednocześnie podoba się młodym ludziom, którzy mają już szczerze dość bezrozumnego pędzenia do przodu.

  Niedawno z uśmiechem rozbawienia odkryłam, że istnieje także slow TV. Norwegowie zauroczyli się programami, w których "nic się nie dzieje" w potocznym rozumieniu.
Co nadaje ta telewizja? Można na przykład przez godzinę jechać sobie prawdziwym pociągiem przez norweski krajobraz:

( źródło YT)

Spróbujcie - monotonia mijanych krajobrazów rozluźnia już po dziesięciu minutach. Jeśli ktoś nie lubi podróżować, może obserwować maraton robienia na drutach lub po prostu patrzeć w ogień. Kominek w telewizorze? Nic nowego, ale wciąż genialne i na żywo!

Po co istnieje slow TV? Dla mnie to świetna koncepcja relaksu i wyciszenia, a brak ryczących ordynarnie reklam to wprost muzyka dla uszu. Może by tak spróbować na polskim gruncie...? 
Może wtedy telewizja odzyskałaby całą rzeszę obywateli, którzy wcale telewizora nie włączają albo nawet go nie posiadają. Bo po co? 

Brak komentarzy: