12 kwi 2015

Zostałam pracoholiczką?

fot.D.Zaród
Skoro na drzewach pojawiły się wreszcie zielone pąki, trawnik obsypało fiołkami, a ptaki śpiewają, że aż miło, to znaczy, że Wiosna wreszcie postanowiła się zadomowić. I dobrze, bo już miałam dość tych kaprysow w stylu: jestem - nie ma mnie.
Na dodatek jest to prawdziwa wiosna: ze słońcem, zimnym wiatrem, przelotnym deszczem a nawet burzami (choć przyznaję, że poniedziałek wielkanocny mocno zaskoczył mnie zimową śnieżycą:). Lubię to. Lubię wszystko co jest prawdziwe: papierowe kartki pocztowe; chleb z mąki a nie z polepszaczy; pachnącą drukiem książkę; kwiaty, które mają zapach kwiatów; spotkanie z przyjaciółmi w realu; zegarek ze wskazówkami i wreszcie wiosnę, która jest przedwiośniem, wiosną i "jeszcze nie latem".
Pogoda nastraja do spacerów między jednym deszczem a drugim, znajomi nieco się ożywili po zimowym przestoju, stos nieprzeczytanych książek na półce rośnie, PIT trzeba by wypełnić, a ja... pracuję. 
Bardzo słusznie - powiecie - każdy pracuje. Zaczęłam się tylko zastanawiać nad jednym: jeśli praca tak wciąga, że ledwie zacznie się ranek, nastaje wieczór i nawet nie wiadomo, kiedy minął dzień (tylko kręgosłup jęczy, że mu źle) - czy to już pracoholizm? I gdzie tu carpe diem? I co z moim slow life?
Hmmm...
Obiecam sobie urlop w wakacje i zobaczę czy wytrzymam. A na razie - hej ho, hej ho, do pracy by się szło...:)

Brak komentarzy: