30 maj 2014

Dziennik na Dzień Dziecka

Jaki jest świat widziany oczyma dziesięciolatka? Debiutancka książka Moniki Madejek przeznaczona jest dla dzieci, jednak okazuje się, że z równym entuzjazmem czytają ją także rodzice.

   „Zeszyt z aniołami” to bardzo starannie wydana pozycja: w twardych oprawach, ze świetnymi ilustracjami Ewy Beniak-Haremskiej, które budzą skojarzenia ze słynną serią o Mikołajku. Ascetyczna czarno-biała kreska rysowniczki doskonale oddaje charakter opowieści.
   Książka w rzadko spotykanym formacie 200x190 cm przypomina swoją formą pamiętnik i jest to zabieg celowy - opowieść zapisana na jej kartach to po prostu rodzaj dziennika, który prowadzi dziesięcioletni Kajtek.
   Oryginalny pomysł nauczycielki na zadanie domowe dla klasy Kajtka skłania chłopca do podjęcia wyzwania: musi przez dwa miesiące prowadzić pamiętnik, którego na koniec nikt poza nim nie przeczyta. Chłopiec początkowo jest zdziwiony zadaniem, ale szybko okazuje się, że pisanie bardzo go wciąga. Taką właśnie niezwykłą motywację wymyśliła autorka dla swojej głównej postaci, aby uprawdopodobnić prowadzenie staromodnego papierowego dziennika przez współczesnego chłopca, który ma sto pomysłów na sekundę i wszędzie jest go pełno. 
   Kajtek jest dobrym obserwatorem i komentatorem otaczającej rzeczywistości, a swoje zapiski zamierza potraktować jako wstęp do przyszłej autobiografii dorosłego Kajetana.
Pierwszoosobowa narracja wydaje się momentami nieco zbyt dojrzała jak na dziesięciolatka, ale jednocześnie uczy młodych czytelników pięknego języka. Pamiętnik zawiera także dialogi, które w sposób naturalny czynią opowieść bardziej dynamiczną i lżejszą.
   Chłopiec, w swoim zeszycie z aniołami na okładce, z wielkim zaangażowaniem i rozbrajającą szczerością opisuje codzienne przygody.
Towarzyszą mu zarówno przyjaciele jak i nieco szalona rodzinka. Wśród wielu bohaterów drugoplanowych na uwagę zasługują na przykład: dziewczynka o imieniu Beti, która jest typową chłopczycą i każe się nazywać Sławkiem; zwariowana babcia, która w młodości była tancerką, a teraz lubi popełniać różne szaleństwa (na przykład skakać ze spadochoronem) oraz mama Kajtka, prowadząca kulinarny kącik w lokalnej gazecie. 
   Zagadnienia kulinarne, dość nietypowo jak na książkę dla dzieci, zajmują w tej publikacji dużo miejsca, co jest jednak umotywowane pasją mamy Kajtka:

Na prośbę babci mama przesyła jej swoje przepisy, a babcia je udomawia. Mówi, że są zbyt dietetyczne, przez co niezdrowe, bo niezgodne z mięsożernym pochodzeniem człowieka i potrzebą otulania się odpowiednią ilością tkanki tłuszczowej (...) 

   Książka Moniki Madejek jest jednak niezwykła z innego powodu - w specyficzny sposób przypomina czasy PRLu. W życiu Kajtka i jego bliskich nie ma komputera czy telewizora, które dzisiaj służą do wychowywania dzieci. Chłopiec wraz z przyjaciółmi często bawi się na podwórku, mama Kajtka: Na co dzień uprawia kurzą profesję, jak mawia mój tata, czyli zajmuje się domem i nami (...), a przede wszystkim rodzina chłopca to ciepła, pełna szacunku i rozwijająca więzi uczuciowe wspólnota. Opisane przez bohatera przygody podkreślają wartość przyjaźni, rodziny, pomocy sąsiedzkiej, solidarności, szacunku dla starszych, wybaczania błędów i poświęcania mnóstwa uwagi wychowywaniu dzieci. To wszystko sprawia, że czas akcji, choć współczesny, budzi wyraźne skojarzenia z epoką, w której żyło się wolniej, spokojniej, a wartości rodzinne były ważniejsze niż markowe ciuchy, elektroniczne zabawki, kursy języka chińskiego dla przedszkolaków czy „jedzenie” z fast foodów.
tygodnik Temi

   Publikacja ta powinna się obowiązkowo znaleźć w biblioteczce nieco starszych dzieci (przedszkolaki mogą jeszcze nie pojąć wszystkich nauk płynących z tej historii), które, mimo iż mogłyby już same ją przeczytać, powinny zapoznać się z nią podczas wspólnego wieczornego czytania z rodzicami. Wtedy dopiero lektura tej książki ujawni całe pokłady swojego humoru oraz stanie się bodźcem do rozmów o tym, co w życiu człowieka, nawet tak młodego jak dziesięciolatek, jest ważne.

- Mogę? - Babcia wsunęła głowę do pokoju.
- Jasne, babciu - odpowiedziałem. - Ty zawsze.
- Wiesz, miałeś rację z tym kłamliwym artykułem. Ludzie zobaczyli, że można mieć pasję w każdym wieku i żyć tak, jak się chce (...)
Opowiedziałem jej o naszej pracy domowej. Była tym tak zachwycona, że nie musiałem jej namawiać, bo sama postanowiła pisać.
- Ale nie będę bazgrać po zeszycie - powiedziała. - Bloga sobie założę.

ZYSK i S-KA


2 komentarze:

Monika Madejek pisze...

Dziękuję pięknie Pani Aniu!:)
Pozdrawiam cieplutko:)

kobietazasciankowa pisze...

Bardzo proszę Pani Moniko :) Sama szczera prawda, jak zwykle w moich recenzjach. Życzę natchnienia i pozdrawiam.