7 lut 2018

Pączki Joanny

U mnie czwartkowe pączki już upieczone. A u Was? :)

Dziś jedna z ostatnich okazji, by zajrzeć na przepis bohaterki "Wspomnień w kolorze sepii" - Joanny.
Na moim drugim blogu, który niedługo zostanie zamknięty, wciąż jeszcze można podpatrzeć bardzo smaczny przepis na zdrowszą wersję pączków - pieczonych, a nie smażonych.
Zapraszam:)



30 sty 2018

Premiera w marcu! :)

Dziś miła nowina: premiera najnowszej powieści - pierwszej z cyklu "Dziedzictwo rodu" wyznaczona została na połowę marca. Tak, tak! :) To już niedługo!

Wraz z Wydawnictwem Filia prezentuję Wam, drodzy Czytelnicy, okładkę nowej powieści i kolejną bohaterkę (a właściwie jedną z wielu bohaterek) - Julię Zarzewską.
Więcej szczegółów wkrótce, a na razie zapraszam na strony Wydawnictwa po informacje:




KSIĄŻKA JEST JUŻ DOSTĘPNA W PRZEDSPRZEDAŻACH :)



16 sty 2018

Zamykam ZAŚCIANKOWE SLOW LIFE

Zmiany nie tylko za oknem - rano słońce,teraz mała śnieżyca:).
Zaskoczyła mnie dziś informacja, że Wirtualna Polska zamyka wkrótce swoją platformę blogową. Mój drugi blog Zaściankowe slow life, czyli o tym i owym już z końcem lutego zniknie zatem z internetowego świata.
Zdecydowałam, że na razie (a być może nigdy) nie będę oficjalnie przenosić jego treści do innego serwisu. Jeśli nie zdążyliście jeszcze zajrzeć do kulinarnych pogaduszek bohaterek cyklu Nad Czarnym Potokiem, zapraszam serdecznie, ponieważ wkrótce blog zostanie zamknięty.




2 sty 2018

Jedynka i do przodu...

Ruszył kolejny rok. Wrzucił "jedynkę" i nieco leniwie wyjechał z parkingu na ulicę, wciąż jeszcze niezaśnieżoną. Dzisiejszy dzień przejechał spokojnie na trzecim biegu, ale to się zmieni szybciej niż byśmy chcieli. :)
z pixabay

Zajmowałam się dziś tym, co należy uczynić na początku roku - planowaniem. A jest co planować:
    * nowy budżet (byłoby miło, gdyby wydatki nie przekroczyły przychodów, nieprawdaż?),
    * nowe postanowienia (np. że nie będę narzekać na bliźnich - ciekawe, jak długo wytrwam?),
    * nowe obietnice złożone samej sobie (w tym roku już na pewno zadbam o swój kręgosłup - gdyby tylko chciało mi się wreszcie poćwiczyć!),
    *czy w końcu nowy plan pracy nad kolejną książką (ilość obiecanych "stron dziennie napisanych" niech zostanie moją słodką tajemnicą).

Jak schludnie, prosto i sensownie wygląda wszystko na papierze! 
Ostatnim punktem w moim rocznym spisie postanowień powinno być: trzymać się swojego planu. A z tym jest jak z porządkiem w torebce: choćby nie wiem ile było w niej kieszonek i przegródek, ostatecznie, szybciej niż można się spodziewać, w głębinach torebki "sam się robi" groch z kapustą. A może macie inne doświadczenia?

Cóż... Trzeba przyjąć z godnością kolejny rok na karku, z nadzieją - nadchodzące dni, z radością - każdy uśmiech drugiej osoby i słońce witające nas o poranku. 
Trzeba też niestety znów nauczyć się nowej cyferki na końcu daty, a mnie to zawsze przychodzi z trudem.

A o śnieg się nie martwcie. W końcu spadnie. I każdy kto zechce się zakopać na chwilę w zaspie i odetchnąć po jeździe na piątym biegu, będzie mógł to uczynić :).
Pomyślności!
pixabay


5 gru 2017

Jak się wraca z XIX wieku?

Wróciłam na piechotkę przez las, bo w powieści trwało śliczne lato.
pixabay
Przetarłam oczy i zobaczyłam za oknem śnieg. Dziwne uczucie, zwłaszcza że gdy siadałam do kończenia kolejnej książki, była jeszcze śliczna jesień. Przeskok czasowy zrobił na mnie osobliwe wrażenie, ale takie są uroki pracy pisarki na finiszu. :)
pixabay

Tym razem maraton kończenia powieści trwał nieco ponad miesiąc. Panika, przerażenie i wyrywanie włosów z głowy odbyło się ciut wcześniej, później już tylko mozolne ślęczenie przed komputerem po kilkanaście godzin dziennie. Co najbardziej się przydaje? Dużo kawy, dużo czekolady i całe morze kropli do oczu :) A także jakiś Anioł, który przyniesie coś do jedzenia i powie, że już wieczór, czas na kolację i zaświecenie lampy:).

A tak zupełnie serio, Wydawnictwo Filia otrzymało właśnie tekst najnowszej mojej powieści, której akcja toczy się w całości w XIX wieku. Dlatego powrót do teraźniejszości wydał mi się nieco dziwny, bo wszystkie myśli od długiego czasu biegły zupełnie inną ścieżką. Niewiarygodne jest również to, ile spraw do załatwienia w XXI wieku czeka na mnie po miesiącu nieobecności :)

pixabay
Ze wstępnych zapowiedzi wynika, że tym razem poznacie moją nową bohaterkę dość szybko, być może już wiosną. Historia Julii, która poszukuje prawdy o swoim dzieciństwie, zapoczątkuje opowieść - sagę o rodach Zarzewskich i Laskowiców połączonych nie tylko dziedzictwem krwi, lecz także wieloma dramatycznymi wydarzeniami. Nie zabraknie odrobiny romansu, ale i lekkiego dreszczyku.

Więcej szczegółów być może już niedługo. Teraz, moi drodzy Czytelnicy, kilka dni zasłużonego, jak mniemam, odpoczynku, czyli duuużo snu :). Dziękuję Wam za cierpliwość, wszystkie e-maile z recenzjami książek oraz pozdrowienia.

26 paź 2017

Lepiej być chudym w krakowskim tramwaju:)

Wróciłam.
Krakowskie 21. Międzynarodowe Targi Książki uznaję  za odwiedzone, choć miło byłoby jeszcze w niedzielę na spokojnie wybrać się tam z przyjaciółmi. Jednak nie spodziewam się, bym znalazła w sobie dość samozaparcia:) Poszukam pozostałych książek w księgarniach internetowych. Dlaczego?

Kilka wspomnień, wrażeń i refleksji w punktach, dla tych, którzy będą tam w weekend:

1. Dojechałam w najprostszy sposób z dworca - tramwajem nr 14 na Rondo Dywizjonu 308 (12 przystanków). Bilety najlepiej kupić w kiosku koło dworca - kupowanie w automacie w tramwaju jest karkołomne w dzikim tłumie.  Zresztą jazda także :)

Ile osób wciśnie się do tramwaju? Oj, dużo!

2. Jadąc na Targi przypomniały mi się czasy czystego, surrealistycznego PRL-u. Już daaawno nie jechałam w takim ścisku, że nie trzeba było się niczego trzymać, bo tłum unosił i napierał, a ja odkryłam, że mam nerki, wątrobę, i żebra (bo we wszystko wbijały się różne przedmioty typu torebki, parasolki itp.), natomiast nie mam TLENU płucach! Nie ja jedna...

3. Z tramwaju najlepiej podejść na piechotę. Spacer około dwudziestominutowy, a samochody stoją w korkach...hmm... znaaacznie dłużej. I nie radzę szukać darmowego busa pod M1. Jest zbyt blisko na piechotę, a bus...cóż... ja nie widziałam, choć zapewne gdzieś, kiedyś...

4. Czwartek i piątek to dni tłumu młodzieży i bibliotekarzy oraz nauczycieli. Cudnie było porozmawiać z ludźmi w każdym wieku:) Na szczęście mimo ścisku w wielu miejscach, właściwie można było się normalnie poruszać przed południem.

5. Kontrole bezpieczeństwa przed wejściem nie są tak uciążliwe, jak powiadają.

6. Jeśli taki gorąc w halach panował w czwartek, to strach (lub radość) pomyśleć, co się będzie działo w sobotę. Ha! A mnie w sobotę już nie będzie:)

7. W czwartek kolejki do szatni i toalety są miło niewielkie. Nie można tego powiedzieć o miejscach w kawiarniach. Radzę zaopatrzyć się w wodę i kanapki. Kawa w hali to marzenie. Niespełnione.

8. Bardzo duża część stoisk jest poświęcona literaturze dla dzieci. Powoduje to pewne niezdecydowanie młodych ludzi. :)
Usłyszałam na ten temat ciekawy komentarz, przepychając się przez zdezorientowaną  grupkę stojącą na środku przejścia: "Kupiłabym dziś jakąś książkę. Tylko jaką? Tyle tu tego".

9. Jest cudnie, gdy tyle osób przychodzi świętować spotkanie z książką :)

Reasumując, moja wyprawa była udana. Dziękuję wszystkim, którzy odwiedzili mnie przy stoisku Wydawnictwa Nasza Księgarnia: 
* wszystkim paniom bibliotekarkom i nauczycielkom;
* przemiłemu małżeństwu, które zawsze jest u mnie na Targach: pani Kasi i panu Danielowi;
* a szczególnie wszystkim onieśmielonym dziewczynkom, które odważyły się podejść nie tylko po autografy, ale także porozmawiać na temat pracy pisarza.

Życzę przyjemnych chwil na Targach.

AKTUALIZACJA: filmik na stronie Wydawnictwa NK- szybko o Targach :)

FB Wydawnictwa Nasza Księgarnia